Wpisy
Kształt miejskiej infrastruktury dla pieszych zależy nie tylko od władz miasta. Przyjrzyj się swojemu najbliższemu otoczeniu, temu co znajduje się tuż przy Twoim budynku. Czy widzisz mury i kraty? Jeśli tak, to wcale nie musi oznaczać, że jesteś w więzieniu, być może widzisz osiedle grodzone :-)
Moda na grodzenie osiedli zaczęła się w Polsce ładne parę lat temu, w Warszawie trudno znaleźć w tej chwili dewelopera, który budowałby osiedla otwarte. Co gorsze, moda ta dotyka też stare domy i osiedla. Choć są zaprojektowane jako otwarte, ich mieszkańcy często decydują się na stawianie płotów. Skąd się wzięła ta moda i jakie są jej konsekwencje społeczne to temat na osobny artykuł, tu skupię się tylko na konsekwencjach dla ruchu pieszego.
Postawienie płotu zawsze powoduje utrudnienia w poruszaniu się, bo tam gdzie jest płot, po prostu nie można przejść. Można powiedzieć, że to oczywista oczywistość, jednak warto zdać sobie sprawę, że stawianie płotów, aby utrudnić dostęp intruzom, utrudnia dostęp również mieszkańcom. Aby wyjść lub wejść, trzeba udać się do bramy lub furtki i tu często pojawiają się dwa problemy – zbyt mała ilość furtek lub ich złe rozmieszczenie. Co mam na myśli? Oto przykład:
Na ul. Palestyńskiej 5 w Warszawie jest duży, ogrodzony budynek wielorodzinny:
Choć projektant przewidział tu możliwość zrobienia zarówno furtki jak i wejścia do budynku od strony ul. Wysockiego, to jednak zarządca budynku nie skorzystał z tej możliwości – czynne jest tylko jedno wejście – od ul. Palestyńskiej. W efekcie mieszkańcy mają drogę pieszą na przystanek tramwajowy ponad dwa razy dłuższą (!) niż mogliby mieć przy prawidłowo rozwiązanym dojściu!
To jednak nie koniec. Przy zamkniętych osiedlach wydłużenie tras pieszych jest tylko pierwszym problemem, drugim jest zamykanie furtek i bram. Rozwiązania bywają różne – najczęściej jest tylko jedno wejście z domofonem, czasem jest domofon przy wejściu „głównym” a dodatkowe wejścia są zamykane na klucz. Zorientowani mieszkańcy na ogół nie mają tu problemów poza sytuacjami, gdy na przykład leje deszcz i nie jest przyjemnie otwierać mokre furtki lub gdy na trzaskającym mrozie próbują w rękawiczkach kolejny raz wstukać kod do domofonu. Gorzej mają goście – kurierzy, różni dostawcy czy znajomi, którzy są w danym miejscu po raz pierwszy. Najpierw muszą poszukać wejścia, nieraz zmyślnie ukrytego. Czasem mają do wyboru dwa wejścia. Gdy już odnajdą prawidłowe wejście, muszą zadzwonić. Tu też bywają problemy – muszą znać/pamiętać nasz numer mieszkania, wybrać prawidłowy domofon (widziałem kiedyś przed jednym wejściem do budynku dwa domofony i żadnych dodatkowych informacji) i wybrać numer. Ale to też czasem nie takie proste! Natknąłem się już na domofon z naklejoną karteczką „aby wybrać mieszkanie 8a, 8b […] należy wybrać numery 108, 208 itd.”. Jakiś czas później znów odwiedzałem to miejsce, karteczki już nie było. Domofon jednak wciąż ten sam.
Problemy niestety nie kończą się na wejściu. Wyjście też może być najeżone pułapkami. Gdy wychodzimy z budynku na ogół po prostu otwieramy drzwi klamką. A co z furtką w ogrodzeniu? Otwieranie furtki klamką to rzadkość, najczęściej można spotkać się z oddalonym od furtki przyciskiem. Czasem jest dobrze widoczny, czasem jednak bywa ukryty lub nie po drodze.
Czy taka infrastruktura zachęca do chodzenia pieszo? Zwłaszcza gdy porówna się ją z bramami dla samochodów otwieranymi elektrycznymi silniczkami sterowanymi pilotem? Podejrzewam, że nie ma osiedli, gdzie furtka dla pieszych otwierana jest na pilota, a kierowca musi wysiąść z samochodu, otworzyć kłódkę i pchać skrzydła bramy siłą własnych mięśni, ale może istnieją gdzieś w Polsce osiedla, gdzie infrastruktura zachęca do poruszania się pieszo? Jeśli masz jakiś ciekawy przykład, napisz!
Odcinek o dyskryminacji pieszych za pomocą infrastruktury zostanie nadany w innym terminie. Przegrał czas antenowy z dyskryminacją niechronionych uczestników ruchu drogowego za pomocą Komunikatu kampanii Narodowy Eksperyment Bezpieczeństwa – Weekend bez Ofiar.
Oto plakat, który akcja Weekend bez Ofiar przedstawiła na swojej stronie na facebooku:
Jak wy odbieracie ten plakat? Może ma jakąś dobrą stronę? W pierwszym odruchu myślałem, że to żart. Kiepski, ale żart. Niezależnie od intencji twórców ten żart – nieżart ma jednak pewne określone konsekwencje. To jest apel, który dotyczy TYLKO rowerzystów i pieszych. Czy oni na drogach stanowią zagrożenie? Ile jest ofiar pieszych i rowerzystów? Jeśli się nie mylę, w tym roku piesi i rowerzyści zabili 0 (słownie zero) osób na drogach. Hm. Aaa! Akcja nazywa się weekend bez ofiar! Wszystko jasne. Kierowcy, którzy stwarzają ryzyko zaistnienia wypadku drogowego mogą sobie po Polsce hulać. Co prawda pewnie sami się trochę powybijają, ale zawsze to statystyki się poprawią, bo przynajmniej nie zabiją tych pieszych i rowerzystów.
To może trzeba wprowadzić więcej akcji tego typu? Na przykład weekend bez gwałtów. Co wy na to? Wszystkie kobiety, które stwarzają ryzyko gwałtu w następny weekend powinny pozostać w domach! Zwłaszcza młode, ładne i te, które piły alkohol. Albo lepiej, zaapelujmy, żeby zamknęły się w klatkach i spędziły samotny weekend, bo w domach też niestety gwałty się zdarzają. Rewelacja! W ogóle nie będzie gwałtów, władza będzie szczęśliwa, że poprawiła statystyki. A kobiety? A rowerzyści? A piesi? Czy na tym ma polegać poprawianie ich bezpieczeństwa? Mam nadzieję, że nie.
Temat okazał się niestety bardzo szeroki, więc podzieliłem go na dwie części – dziś część pierwsza:
Prawo dotyczące pieszych i jego egzekwowanie.
Tak jak można przeczytać w poprzednim wpisie, w Polsce nie ma jasno ustalonej zasady pierwszeństwa. Owszem, kierowca zbliżający się do przejścia dla pieszych ma zachować szczególną ostrożność (tylko jak rozumieją to kierowcy?) i przepuścić pieszego znajdującego się na przejściu, ale z drugiej strony pieszemu nie wolno wejść bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd i nie ma też słowa na temat pieszych zbliżających się do przejścia. O ile takie prawo w Polsce 30-40 lat temu pewnie nie było tak bardzo uciążliwe dla pieszych, to w tej chwili w większości miast, gdyby nie uprzejmość niektórych kierowców, piesi mogliby całymi dniami czekać na przejście przez jezdnię. Efektem braku zmiany prawa jest, nowe, nieformalne prawo silniejszego czyli piesi wchodzą i ryzykują życie lub czekają, aż któryś kierowca się zatrzyma i przepuści, co czasem skutkuje takimi sytuacjami:
Dziennikarze gazety wyborczej też niedawno zwrócili uwagę na ten problem i zrobili ciekawy eksperyment: próbowali przejść przez przejście dla pieszych bez sygnalizacji, w centrum Warszawy. Wynik? Średnio 12 kierowców przejeżdża zanim znajdzie się jeden, który przepuści pieszego (maksymalnie aż 31)
Nigdy nie widziałem, żeby polska policja zatrzymała kierowcę samochodu, który wymusił pierwszeństwo na pieszym, choć wiele razy widziałem policjantów w sytuacjach, w których nie mogli tego nie zauważyć. Natomiast wielokrotnie widziałem policjantów zajmujących się tymi strasznymi pieszymi, którzy…
No właśnie. Choć Prawo o Ruchu Drogowym w kontekście zachowań kierowców wobec pieszych nie jest jasne, to już bardzo jasne są zasady, a właściwie zakazy dotyczące pieszych, którzy jednak nie muszą, tak jak kierowcy, zdawać egzaminu, aby móc poruszać się po mieście.
Polska jest jednym z niewielu krajów1, w których karze się pieszych za przechodzenie przez jezdnię na czerwonym świetle, nawet jeśli nic nie jedzie. Nie wolno też przechodzić przez jezdnię poza miejscami wyznaczonymi. M.in. jeśli do przejścia dla pieszych jest bliżej niż 100 metrów to trzeba z nich skorzystać, nie wolno przechodzić jeśli jest wydzielone z jezdni torowisko tramwajowe. Jeśli w pobliżu jest kładka lub przejście podziemne, to pieszy zobowiązany jest z nich skorzystać (ciekawe i symptomatyczne, że ustawodawca nie przewidział sytuacji, gdy istnieją obok siebie przejścia naziemne i podziemne)
Za tego rodzaju przewinienia piesi płacą mandaty od 50 do 250zł i policja czasem nawet tworzy specjalne akcje – noszą one zresztą dość mylące nazwy np.: „Chrońmy pieszych”, „Niechronieni”. Po takich akcjach można byłoby się spodziewać ochrony ze strony Policji, czyli łapania kierowców nieprawidłowo przejeżdżających przejścia dla pieszych, parkujących na przejściu/tuż za przejściem dla pieszych, względnie akcji policyjnych pt. „Piszemy pisma do zarządcy drogi, bo ludzie chcą bezpiecznie przechodzić w tym i tym miejscu, a przejścia nie wyznaczyliście”.
Niestety, polska policja zdaje się nie wychodzić poza perspektywę kierowcy radiowozu: oto dumnie umieszczony przez lubuską policję film
w którym już w piątej sekundzie widać pieszego przechodzącego przez jezdnię w niedozw… hm, nie bardzo wiadomo dlaczego nie wolno tu przechodzić, czy gdzieś wcześniej była zebra? Policjant też tego nie wyjaśnia - czy jesteśmy świadkami nieuzasadnionego zatrzymania przez policję? Czy z tego filmu mamy odbrać przekaz - hej pieszy, bój się przechodzić przez jezdnię, bo wszędzie można być zatrzymanym?
W dwudziestej sekundzie nagrania widać miejsce, w którym policja łapie pieszego, gdzie za znakiem zakazu parkowania, na chodniku, ukośnie, zostawiając mniej niż 1,5 metra wolnego chodnika, a w skrócie - łamiąc cztery przepisy, parkują dwa samochody. (I tu jest ten moment, kiedy na wszelki wypadek przypomnę nazwę akcji: „Chrońmy pieszych”). Czy mam rozumieć, że samochód zastawiający chodnik wg policji nie stanowi zagrożenia dla pieszych? Czy osoby prowadzące wózki lub na wózkach nie mają prawa poruszania się po chodniku? Czy mają schodzić na jezdnię żeby ominąć stojące na chodniku auta, czy może w ogóle nie wychodzić z domu?
Nieprawidłowo parkujące auta jednak nie interesują pana policjanta, który tym razem dobrotliwie pouczył pieszego i wręczył mu kamizelkę odblaskową – kamizelkę, która w przyjaznej pieszym infrastrukturze nie powinna być w ogóle potrzebna…
A o infrastrukturze już w następnym odcinku.
1 W podanym dalej linku znajduje się pełna wersja artykułu z BBC Jaywalking is an offence in most urban areas in the United States - although enforcement varies between states - and Canada, and in places such as Singapore, Spain, Poland, Slovenia and Australia.
Mijają 3 lata od publikacji warszawskiego Zarządu Dróg Miejskich pt. „Chrońmy pieszych”. Pierwotnie ZDM opublikował ją tu: http://www.zdm.waw.pl/informacje/wiadomosci/wiadomosci/back/1/article/chronmy-pieszych.html niestety w tej chwili link prowadzi do innych informacji. Oto co ciekawego znalazło się w tej publikacji:
Chrońmy pieszych
Jesienią na warszawskich ulicach dochodzi do największej liczby wypadków drogowych. Najbardziej zagrożeni są w nich piesi. Dążąc do poprawy ich bezpieczeństwa Zarząd Dróg Miejskich zgłosił propozycje zmian legislacyjnych w ustawie Prawo o ruchu drogowym. Każdego roku na ulicach naszego miasta ginie przeciętnie 70 osób! To blisko dwie trzecie (63%) wszystkich zabitych.
Podstawową przyczyną tego stanu rzeczy jest nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych. Aż 67% wypadków z pieszymi miało miejsce na wyznaczonych przejściach, a więc w miejscach, które są wskazane pieszemu do przekraczania jezdni, w których powinna przysługiwać mu szczególną ochrona. Kierujący pojazdami doprowadzają do wypadków na przejściach 2,5 krotnie częściej niż sami piesi. Liczby te kwalifikują Warszawę, jako jedną z najniebezpieczniejszych stolic europejskich. Szczególnie narażeni są niepełnosprawni oraz osoby w wieku powyżej 66 roku życia. Stanowią blisko 40% ofiar śmiertelnych wśród pieszych.
Dążąc do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego Zarząd Dróg Miejskich zgłosił następujące propozycje zmian legislacyjnych w ustawie z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. z 2005 r. Nr 108, poz. 908 ze zm.) :
art.13 [Przechodzenie przez jezdnię] ust.1 powinien otrzymać brzmienie:Pieszy, przechodząc przez jezdnię, torowisko lub ścieżkę rowerową, jest zobowiązany zachować szczególną ostrożność oraz, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3, korzystać z wyznaczonych przejść dla pieszych, na których kierowcy winni mu zapewnić szczególną ochronę i ułatwienie w przejściu przez jezdnię. Pieszy wchodzący na przejście, jak i znajdujący się na tym przejściu ma pierwszeństwo przed pojazdem.
art.26 [Przejście dla pieszych] ust.1 powinien otrzymać brzmienieKierujący pojazdem, zbliżający się do przejścia dla pieszych, jest zobowiązany do zachowania szczególnej ostrożności tj. do poruszania się z prędkością pozwalającą na zatrzymanie pojazdu przed przejściem dla pieszych i ustąpienie pierwszeństwa pieszemu mającemu zamiar przechodzenia przez jezdnię, lub znajdującemu się już na przejściu.
Poniżej przykładowe brzmienia analogicznych przepisów w krajach UE:
Czechy (Ustawa o ruchu drogowym):
Obowiązkiem kierującego (z wyjątkiem prowadzącego tramwaj) jest umożliwienie pieszemu, który jest na przejściu lub chce z niego skorzystać bezpieczne skorzystanie z niego, w związku z tym kierujący muszą zbliżać się do przejścia z prędkością umożliwiającą zatrzymanie pojazdu jeśli jest to potrzebne
Dania (Ustawa o ruchu drogowym)
Kierujący zbliżając się do przejścia dla pieszych powinni dostosować prędkość tak by piesi na przejściu lub zamierzający przejść przez jezdnię nie byli zagrożeni lub ich przejście było utrudnione. Jeśli jest to niezbędne kierujący powinni zatrzymać się tak by umożliwić pieszym przejście przez jezdnię.
Holandia
Kierowca musi udzielić pierwszeństwa pieszym, którzy przechodzą przez przejście dla pieszych lub zamierzają przejść.”
Ta bardzo cenna inicjatywa niestety przeszła bez większego echa. Takich zmian w PoRD nie wprowadzono, statystyki wypadków wciąż mamy fatalne, zwłaszcza gdy porównamy je z krajami, które coraz lepiej radzą sobie z poprawianiem bezpieczeństwo ruchu. Czy nasi urzędnicy zapomnieli o pieszych? Przypomnijmy im o ich własnych pomysłach i wyślijmy do nich list/mail z prośbą o informację w jakim stanie zaawansowania są zmiany w PoRD, jakie działania wykonują, żeby te przepisy jak najszybciej wprowadzić w życie.
Ja wyślę do nich (zdm@zdm.waw.pl ) email o następującej treści:
Szanowni Państwo,
w związku z Państwa publikacją „Chrońmy Pieszych” umieszczoną w 2008 roku na stronie: http://www.zdm.waw.pl/informacje/wiadomosci/wiadomosci/back/1/article/chronmy-pieszych.html proszę o informację na jakim etapie wdrażania są proponowane przez państwa zmiany i jakie działania wykonują Państwo, aby przyspieszyć wprowadzenie ich w życie? Proponowane przez państwa zmiany dotyczyły ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. z 2005 r. Nr 108, poz. 908 ze zm.) :
Proponowali Państwo następujące brzmienie art.13 [Przechodzenie przez jezdnię] ust.1
Pieszy, przechodząc przez jezdnię, torowisko lub ścieżkę rowerową, jest zobowiązany zachować szczególną ostrożność oraz, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3, korzystać z wyznaczonych przejść dla pieszych, na których kierowcy winni mu zapewnić szczególną ochronę i ułatwienie w przejściu przez jezdnię. Pieszy wchodzący na przejście, jak i znajdujący się na tym przejściu ma pierwszeństwo przed pojazdem.
oraz art.26 [Przejście dla pieszych] ust.1
Kierujący pojazdem, zbliżający się do przejścia dla pieszych, jest zobowiązany do zachowania szczególnej ostrożności tj. do poruszania się z prędkością pozwalającą na zatrzymanie pojazdu przed przejściem dla pieszych i ustąpienie pierwszeństwa pieszemu mającemu zamiar przechodzenia przez jezdnię, lub znajdującemu się już na przejściu.
Warto tu przypomnieć wspomniane przez Państwa w publikacji analogiczne przepisy obowiązujące w innych krajach UE, np. w Holandii, gdzie cały przepis jest niezwykle zwięzły i jasny: „Kierowca musi udzielić pierwszeństwa pieszym, którzy przechodzą przez przejście dla pieszych lub zamierzają przejść.”
Proponuję, aby nowy przepis w art.26 [Przejście dla pieszych] ust.1 brzmiał dokładnie tak, jak Państwa tłumaczenie przepisu holenderskiego. Dzięki temu uniknie się wydłużania tekstu przepisu o niepotrzebne słowa dotyczące sposobu w jaki kierowca ma umożliwić sobie zachowanie zgodne z przepisem.
Zachęcam również Was do wysłania takiego przypomnienia. Im więcej ludzi się o to upomni, tym większą motywację do działania i wiedzę o coraz większym zapotrzebowaniu społecznym na tę zmianę będą mieli urzędnicy.
W 2009 roku prowadzono kampanię na rzecz poprawy bezpieczeństwa pieszych. Poniżej przypominam spot, który pojawiał się w telewizji. Proszę, zwróćcie szczególną uwage na to co się dzieje na filmie między 0:58 a 1:10
Spot podobno został uznany za kontrowersyjny. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że przedmiotem kontrowersji nie jest (jak sądziłem) wiktymizacja ofiar i kompletne pomieszanie adresatów tych spotów, lecz fakt, że uznano je za zbyt drastyczne.
Przyjrzyjmy się więc konkretom np. wspomnianym dwunastu sekundom między 0:58 a 1:10. W tym fragmencie "duch zmarłej" prześladuje niewinnego pieszego, który prawidłowo przechodzi na pasach przez jezdnię! A przecież to: "niech pan uważa!" powinien w tym spocie usłyszeć kierowca samochodu, który łamie przepisy wyprzedzając na przejściu dla pieszych i w efekcie zabija pieszego!
Jaki wniosek może wysnuć z tego spotu przeciętny oglądający? Niestety jeden - pieszy NIE UWAŻAŁ. Czy w tym spocie w jakikolwiek sposób odniesiono się do zachowania kierowcy? NIE.
Czy o to chodziło twórcom tego spotu?
Patrząc na ogół działań Policji i Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, odnoszę wrażenie, że traktują kierowców i ruch samochodów jak jakiś żywioł nie do opanowania. Pieszy ma na nich uważać, tak jak uważa się na to, żeby nie dać się wciągnąć w wir w rzece. Samochodami jednak kierują ludzie, a ruch samochodowy to nie żywioł. Sporo krajów europejskich potrafi sobie świetnie z nim radzić, trzeba tylko spojrzeć na problem z innej perspektywy niż zza kółka. Czy naszą Policję i urzędników to zadanie przerasta?
W ostatniej części spotu widzimy nastolatkę, która próbuje "wtargnąć na jezdnię". Zauważmy jednak, że jest to jezdnia tuż przy szkole. Na takich jezdniach w cywilizowanych krajach ruch jest mocno uspokojony. Najczęściej są to strefy 30 km/h, a czasem (coraz częściej) 10 km/h, ustawia się tam różnego rodzaju zwężenia czy esowania toru jazdy, aby kierowcy nie mogli rozwijać wyższej prędkości. W takich warunkach nawet potrącenie dziecka może nie być tak bardzo groźne w skutkach, nie mówiąc już o tym, że najczęściej do tego nie dochodzi, bo kierujący jadąc wolniej mogą lepiej obserwować otoczenie i przewidzieć zachowanie pieszych. Niestety u nas, zamiast zmienić infrastrukturę czy pilnować ustępowania pierwszeństwa pieszym na przejściach, działania na rzecz poprawienia bezpieczeństwa dzieci sprowadzają się do rozdawania im odblasków, stawiania w okolicach szkół długich szpalerów płotów oddzielających chodnik o jezdni i ewentualnie pogrożenia kierowcom palcem z ekranu telewizora.
Policja, Ministerstwo Infrastruktury i KRBRD powinni zrozumieć, że traktowanie dzieci jak dorosłych, a dorosłych jak dzieci nie działa i statystyki to potwierdzają. Nie trzeba też wyważać otwartych drzwi: jest parę krajów w Europie, które sobie świetnie radzą z obniżaniem liczby wypadków z udziałem pieszych. Czy doczekamy się urzędników, którzy zaczną korzystać z dobrych wzorców?
Kolektyw artystyczny EXYZT chce przekształcić okolicę fontanny z Placu na Rozdrożu w przestrzeń publiczną zachęcającą do przebywania w niej. I dobrze!
W artykule nikt jednak nie wspomniał o głównej przyczynie dla której to miejsce do tej pory pozostawało martwe.
Spójrzmy na googlemaps:
Wydaje się być dość oczywistym dlaczego to miejsce nieatrakcyjne dla ludzi. Jak się do niego dostać? Otoczone jest pętelką dwupasmowej jezdni, bez wyznaczonych przejść dla pieszych. Co prawda prowadzą do niego dwa przejścia podziemne, ale ludzie nie lubią chodzić przejściami podziemnymi i nie robią tego jeśli faktycznie nie muszą. Owszem w okolice fontanny da się też przejść bezschodkowo z aleji Szucha, a do niej z kolei można dojść istniejącymi od niedawna przejściami naziemnymi. Tylko czy to wystarczy?
Dr Piotr Olszewski z Politechniki Warszawskiej badał parę lat temu zachowania pieszych wokół węzłów przesiadkowych przy stacjach metra w Singapurze. Z jego prezentacji utkwił mi w głowie bardzo ciekawy wynik - ludzie traktują każdy schodek w przejściach podziemnych lub kładkach tak, jakby mieli dodatkowe 3 metry do przejścia.
Zauważmy jednak dodatkowy kontekst - osoby, które były obserwowane w tym badaniu, miały silną motywację do tego, żeby szybko i sprawnie dojechać do pracy, do domu, na uczelnię itp. Pozostawiono im tylko wybór - czy wolą większą odległość po ziemi czy krótszą schodami. W tym naszym warszawskim przypadku ludzie jednak mogą wybrać trzecią możliwość - w ogóle nie przychodzić. Jak bardzo musi być atrakcyjna przestrzeń publiczna, żeby ludzie chcieli się do niej dostać korzystając z przejść podziemnych lub chodząc na około przez przejścia dla pieszych z sygnalizacją świetlną? Czy UFO wystarczy?

Co najmniej raz na tydzień umieszczę tu nowy wpis dotyczący ruchu pieszego. Informacje będą dotyczyć zarówno praw pieszych jak i infrastruktury dla nich przeznaczonej. Znajdą się tu oceny i porównania rozwiązań problemów jakie pojawiają się głównie w przestrzeni miejskiej. Pod lupą znajdą się kampanie społeczne i codzienne wpisy w gazetach, także zagranicznych.
Czytajcie i komentujcie, w końcu wszyscy jesteśmy pieszymi!