Strefa Piesza

Wpisy

  • poniedziałek, 14 października 2013
    • O pijanych kierowcach z zupełnie innej beczki. Jeszcze raz.

      Bezpieczeństwo w ruchu drogowym to temat, który obrósł w Polsce różnymi mitami. Jednym z problemów, które są przedstawione w mediach w sposób nieadekwatny, jest wpływ alkoholu na prowadzących pojazdy. Skala interwencji i doniesień medialnych sprawia, że pijani kierowcy są wymieniani jako jedna wypadekz najczęstszych przyczyn wypadków drogowych w Polsce. Jednak tak nie jest.

      Po pierwsze, osoby będące pod wpływem alkoholu to około 10% uczestników wypadków (15% wśród śmiertelnych). Nie oznacza to jednak, że - jak sugerują niektórzy politycy - "należy podnieść dopuszczalne limity zawartości alkoholu we krwi do jednego promila, skoro większość wypadków powodują trzeźwi". Badania psychologiczne pokazują, że zachowania człowieka, który jest pod znaczącym wpływem alkoholu (1 promil) siedmiokrotnie zwiększają ryzyko wypadku. Takie osoby mają znacząco zmniejszony obszar widzenia peryferycznego, dłużej dostosowują się do zmian w natężeniu światła (reakcja na oślepienie światłami drogowymi), dużo wolniej wykonują zadania wymagające podzielności uwagi, podejmują bardziej ryzykowne decyzje na drodze. Wielokrotnie zwiększone ryzyko uczestnictwa wypadku wynika też bezpośrednio ze statystyk policyjnych. W 2013 roku policja skontrolowała na obecność alkoholu we krwi prawie 9 mln kierowców. Przekroczenie limitu stwierdzono u ponad 160 tysięcy z nich. Stanowi to zaledwie 1,7% kierowców. Widać więc, że mamy znaczącą, prawie 6 krotną nadreprezentację osób pod wpływem alkoholu w grupie osób, które uczestniczyły w wypadkach (gdzie - przypomnę - stanowią ponad 10%).

      Podsumowując: Wpływ spożycia alkoholu na zachowania kierujących jest udowodniony, negatywny i bardzo znaczący. Także skutki wypadków z udziałem pijanych są tragiczniejsze. Natomiast są inne zachowania, nie związane ze spożyciem alkoholu, które w dużo większym stopniu wpływają na bezpieczeństwo w ruchu drogowym.

      Drugi, chyba jeszcze ważniejszy i wydawałoby się dość oczywisty, ale jednak łatwo pomijany jest fakt, że spożycie alkoholu samo w sobie nie powoduje wypadku. Jeśli dochodzi do wypadku to zawsze muszą pojawić się jakieś inne okoliczności – najczęściej jest to nadmierna prędkość lub nieustąpienie pierwszeństwa innemu uczestnikowi ruchu.

      Dlaczego warto się nad tym zastanowić?

      Zauważmy, że kampanie, nawoływania, prośby, akcje policji wydają się niewiele zmieniać - codziennie policja łapie setki kierowców prowadzących samochody po spożyciu alkoholu. Codziennie kilkunastu pijanych kierowców powoduje wypadek. Dlaczego w Europie zachodniej jest bezpieczniej, mimo, że wcale nie pije się tam szczególnie mniej niż w Polsce?

      Zastanówmy się jak wygląda typowy wypadek z udziałem pijanego kierowcy. Czy taki kierowca, będzie udawał się w długą podróż? Raczej nie. Udział kierowców zawodowych w grupie pijanych kierowców jest zdecydowanie niższy. Kierowcy, którzy okazjonalnie wybierają się w dłuższe trasy (np. na wakacje) też raczej nie będą pić alkoholu przed podróżą. 

      Przyjmijmy więc, że to będą raczej krótsze dystanse.

      Wyobraźmy sobie zatem, że grupka ludzi wychodzi w nocy z imprezy, na której trochę wszyscy popili i wsiadają do samochodu, żeby pojechać do domu. Za kierownicą siada pijany kierowca. Do przejechania ma niewielki dystans, 5-10 km. Realistyczne?

      Zauważmy, że do tego momentu sytuacja wygląda tak samo i w Polsce, i np. w Niemczech. Tylko co dzieje się dalej?

      W Polsce kierowca rozpędza samochód. Czy to miasto, czy wiejska droga - znaki, ograniczenia prędkości, radary i strach przed nimi, na pijanym kierowcy nie robią takiego wrażenia jak na trzeźwym. Jedzie szybko, bo w Polsce niemal wszędzie fizycznie da się jechać szybko.

      Jeśli ma szczęście – dojedzie, nikogo po drodze nie zabijając. Stosunkowo częściej niż na zachodzie jednak szczęścia mieć nie będzie. Gdzie tkwi różnica?

      W Niemczech drogi lokalne, miejskie są w większości drogami o ruchu uspokojonym. Tam FIZYCZNIE nie da się jechać szybko, bo są progi spowalniające, podniesione tarcze skrzyżowań, ronda, esowanie toru jazdy, ulice ślepe, dużo skręcania, postawione na jezdni donice z drzewami czy naprzemienne parkowanie. Nawet ulice gdzie nie ma uspokojonego ruchu - "tempo 50", są wąskie - stosownie do prędkości 50 km/h.

      Gdy w Niemczech pijany kierowca będzie w takich miejscach próbował jechać za szybko, infrastruktura szybko mu to uniemożliwi. Albo kolejne wstrząsy samochodu „przypomną” kierowcy o tym z jaką prędkością ma jechać albo kierowca rozbije samochód na którejś z donic, progu, czy zaparkowanym samochodzie, jednak to wszystko stanie się zanim zdąży się rozpędzić. Nawet jeśli doszłoby do jakiejś kolizji, to będzie ona mniej groźna w skutkach, bo prędkość przy jakiej by się zdarzyła, byłaby niższa niż prędkość jaka jest osiągalna dla polskich pijanych kierowców.

      Niestety w Polsce taki kierowca nie zatrzyma się na latarni, tylko owinie na niej auto, nie zderzy się z samochodem jadącym z naprzeciwka, tylko się w niego wbije, piesi nie uskoczą, tylko zostaną wbici w budynek.

      Poprawę bezpieczeństwa można osiągnąć przede wszystkim odpowiednio kształtując infrastrukturę. To tak naprawdę jedyny sposób na pijanych (i nie tylko) kierowców.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „O pijanych kierowcach z zupełnie innej beczki. Jeszcze raz.”
      Tagi:
      Autor(ka):
      polskipieszy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 października 2013 18:02
  • czwartek, 26 września 2013
    • Jak stoję, to chcę iść, jak idę, to mam stać. Logika dla pieszych w polskim prawie.

      Nowe przepisy dotyczące pieszych teoretycznie mają przejście dla pieszychdawać im pierwszeństwo na przejściu dla pieszych. Jednak w szczegółach widać, że nowe prawo nie zostało dobrze przemyślane. Pierwszy problem to zapis, że pieszy ma oczekiwać przed przejściem, aby udzielono mu pierwszeństwa. Drugi problem to zachowanie „zakazu wchodzenia bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd” – zapisu, który jest nagminnie źle interpretowany, nadużywany i który jest przede wszystkim niepotrzebny.

      Dlaczego jest niepotrzebny? Bo w Prawie o Ruchu Drogowym znajduje się już dużo sensowniejszy i ogólniejszy zapis:

      Art. 3.

      1. Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność albo gdy ustawa tego wymaga – szczególną ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie

      To zupełnie wystarczy – pieszy wie, że nie może robić sobie krzywdy.

      Ale uwaga, jest jeszcze jeden istotny zapis:

       Art. 4 Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego

      Dzięki temu zapisowi pieszy wie, że może korzystać ze swoich praw i liczyć na to, że będą respektowane przez innych uczestników ruchu. Dlaczego przechodzenie przez przejście dla pieszych miałoby być wyjątkiem? Dlaczego tę samą sytuację, w której pieszy (nawet w proponowanej wersji) oczekuje na przejście, reguluje przepis mówiący o tym, że pieszy ma pierwszeństwo i jednocześnie przepis o tym, że nie wolno mu na przejście wejść bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd? Dlaczego w ten sposób zwalnia się z odpowiedzialności kierowców? W ten sposób wciąż nie ma jasności, wciąż będą wątpliwości i otwarcie na różne cudaczne „interpretacje”.

      W wyniku takich niejasności co roku giną na drogach setki pieszych a tysiące zostaje rannych.  

      Drugą rzeczą, która w projekcie budzi wątpliwości to „oczekiwanie pieszego przed przejściem”. To rozwiązanie jest nieintuicyjne – skoro mam pierwszeństwo i chcę iść, to dlaczego mam się zatrzymywać? Jak długo mam „oczekiwać”? Po co stwarzać dodatkowe trudności interpretacyjne kierowcom? "Jak pieszy chce iść, to się zatrzymuje? A co mają robić ci piesi, którzy chcą się zatrzymać? Iść?

      Oprócz nieintuicyjności, zwrócę uwagę na jeszcze jeden aspekt związanym z psychofizjologią widzenia.

      Jeśli kierowca i pieszy zbliżają się do przejścia dla pieszych, to kierowca jadący z odpowiednią prędkością powinien być w stanie zauważyć zbliżającego się pieszego. Uwaga kierowcy jest skupiona głównie na jezdni, ale dzięki widzeniu peryferycznemu możemy dostrzec ruch, który znajduje się poza centrum uwagi.

      Jednak wg nowych przepisów, kierowca, który jedzie przepisowo i ma szansę zauważyć pieszego zbliżającego się do przejścia, nie będzie zobowiązany ustawą do tego, aby go przepuścić - za to będzie musiał to zrobić następny kierowca, dla którego pieszy jest tylko jednym z wielu nieruchomych elementów wystroju ulicy, obok słupa ze znakiem, latarni, billboardu, płotku, kosza na śmieci, które to elementy wyjątkowo często znajdują się blisko przejść dla pieszych.

      TEMU DRUGIEMU KIEROWCY BĘDZIE TRUDNIEJ ZAUWAŻYĆ STOJĄCEGO PIESZEGO NIŻ PIERWSZEMU, KTÓRY MA SZANSĘ ZAUWAŻYĆ RUCH.

      Ułatwmy kierowcom przestrzeganie przepisów i sprawmy, że więcej pieszych przeżyje przechodzenie przez jezdnię. Zmieńmy przepisy tak, żeby było jasne, kto kogo ma przepuścić. Zastosujmy przepis znany z krajów o wysokim bezpieczeństwie:

      Kierowca musi udzielić pierwszeństwa pieszym, którzy przechodzą przez przejście dla pieszych lub zamierzają przejść.”

      I wykreślmy zapis o zakazie wchodzenia bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd.

      Tak będzie lepiej dla wszystkich.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „Jak stoję, to chcę iść, jak idę, to mam stać. Logika dla pieszych w polskim prawie.”
      Tagi:
      Autor(ka):
      polskipieszy
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 września 2013 17:58
  • poniedziałek, 29 lipca 2013
    • Bo zielone było za krótkie

      Niedawno w prasie pojawiła się rozmowa z komisarzem Arturem Wilkiem z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji.  W związku z nagraniami przesłanymi od czytelników, na których widać jak kierowcy ignorują czerwone światło, dziennikarz zadał szereg pytań dotyczących bezpieczeństwa pieszych i nieobecności policyjnych patroli na skrzyżowaniu ulic Karolkowej i Kasprzaka w Warszawie. Przypomniał też śmiertelny wypadek do którego doszło tam w styczniu 2013 roku.

      Zielone dla pieszych = czerwone dla aut!

      Choć komisarz stwierdza, że zachowania kierowców widoczne na nagraniu są nieprawidłowe i należą się za nie mandaty, to mimo wszystko wydźwięk rozmowy jest zaskakujący, spójrzcie sami:

      […]" Od jakiegoś czasu to skrzyżowanie jest pod naszym szczególnym nadzorem. Zwłaszcza po styczniowym wypadku, gdy zginęła piesza.

      Dziennikarz: Ale wielu kierowców wjeżdża tu na czerwonym świetle.

      - Myślę, że to wynika z pośpiechu. Nasze obserwacje wykazują, że jest tam krótki cykl światła zielonego dla jadących Karolkową. […]"

      Polska policja wykazuje niezwykłe zrozumienie dla potrzeb kierowców - kierowcy się spieszą – tłumaczy ich komisarz. Gdy jednak piesi się spieszą i przechodzą na czerwonym, policja nie tylko z wielką gorliwością wlepia mandaty, nawet wtedy gdy ulicą nic nie jedzie, ale też twierdzi, że „nie można się zgodzić na rozumowanie, że jak jest czerwone światło i nic nie jedzie, to można przejść”.

      Zobaczcie jak rozmowa potoczyła się dalej:

       „ Dziennikarz: W ciągu 10 minut naliczyłem na Karolkowej 10 kierowców, którzy wjechali na pasy na czerwonym świetle.
      - Problem w tym, że cykl nadawania sygnału zielonego jest zbyt krótki i zniecierpliwienie kierowców bierze górę. […]

      Czy słyszeliście, żeby policja tak tłumaczyła się z nie patrolowania przejść dla pieszych tam, gdzie piesi nagminnie przechodzą na czerwonym? Wyobraźmy sobie to: np. „Problem w tym, że cykl nadawania sygnału zielonego jest zbyt krótki i zniecierpliwienie pieszych bierze górę.” Realne? A byłoby gdzie pieszych w ten sposób tłumaczyć. Tymczasem wróćmy do rozmowy:

      „Będziecie surowi dla piratów?
      - Policjanci zdają sobie sprawę, że wjazd za sygnalizator przy sygnale czerwonym w obecności pieszego jest poważnym wykroczeniem i nie sądzę, aby decyzja była inna jak mandat.”

      Zwróćcie uwagę na te sformułowania zmiękczające przekaz: „w obecności pieszego”, „nie sądzę”. Jak można byłoby te odpowiedzi zinterepretować? Np.: „wicie rozumicie, no niby powinniśmy ich łapać, ale wie pan, przecież kierowcy się spieszą, a jak nie będzie pieszego na przejściu to co to za problem?”. Tu przypomnę - jeśli pieszy przechodzi na czerwonym, gdy nic nie jedzie, policja nie zgadza się na takie podejście i będzie go surowo karać. Gdy jednak kierowca jedzie na czerwonym, to owszem może będzie karać, ale trudno nie odnieść wrażenia, że będzie to robić z ogromną niechęcią, dopiero po kilku artykułach w prasie i śmiertelnym wypadku.

      Kiedy wreszcie policja zrozumie, że to kierowca PRZEDE WSZYSTKIM powinien uważać i że to zachowań kierowców trzeba PRZEDE WSZYSTKIM pilnować? Kiedy zrozumie, że to kierowca wprowadza zagrożenie dla innych, bo używa auta, a pieszy co najwyżej może zrobić krzywdę sobie? Kiedy wreszcie zrozumie, że ta asymetria relacji powinna być powodem do większego skupienia się na pilnowaniu kierowców, a nie pieszych?

      Na deser ostatni już kwiatek w tej rozmowie:

      „Dziennikarz: Czytelnicy sugerują likwidację zielonej strzałki w tym miejscu.
      - Zielona strzałka to dobre rozwiązanie, pod warunkiem że kierowcy stosują się do przepisów.
      Widać, że się nie stosują.
      - I po to jest nadzór ze strony policjantów wydziału ruchu drogowego.
      Nieskuteczny.
      - Staramy się eliminować zachowania kierowców łamiących przepisy. Jednak likwidacja warunkowego skrętu może powodować zator drogowy na Karolkowej.
      Według statystyk zaledwie 0,03 procent kierowców odpowiednio zachowuje się, widząc zieloną strzałkę. Czy to nie jest dodatkowy powód, by ją zlikwidować?
      - Myślę, że nie. Zielona strzałka w przypadku mało uczęszczanego skrzyżowania przez pieszych daje możliwość pokonania tego przejazdu bez czekania na zielone.”

      Komisarz twierdzi, że tzw. zielona strzałka to dobre rozwiązanie. Ale zarówno liczba wypadków, jak i głos pieszych pokazuje, że zdecydowanie tak nie jest. Praktycznie nigdzie w Europie zielonej strzałki w takiej formie się nie stosuje. W Polsce zielona strzałka, najczęstsza w prawo, zezwala na przejazd z możliwością kolizji. W efekcie kierowcy całą swoją uwagę poświęcają na obserwowanie wlotu skrzyżowania po lewej stronie, bo obawiają się kolizji z innym autem i ruszają, gdy tylko znajdą lukę w sznurze samochodów. Jak często wjeżdżają przy tym na pieszych i rowerzystów wjeżdżających na przejazd lub wchodzących na przejście z prawej strony? Już nawet nie wspominając o tym, że w 99% przypadków kierowcy przed zieloną strzałką się nie zatrzymują i często wymuszają pierwszeństwo na pieszych lub rowerzystach.

      Drodzy policjanci, stawiajcie wyżej życie i zdrowie ludzkie niż komfort kierowców czy strach przed większymi korkami. Inaczej bezpieczeństwo na polskich drogach się nie poprawi.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Bo zielone było za krótkie”
      Tagi:
      Autor(ka):
      polskipieszy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 lipca 2013 13:16
  • czwartek, 27 czerwca 2013
  • czwartek, 13 czerwca 2013
    • Nie róbmy polityki, budujmy chodniki!

      Sejmowa komisja infrastruktury chce zadbać o bezpieczeństwo pieszych przez nałożenie na nich obowiązku chodzenia w kamizelkach odblaskowych (po zmroku, poza terenem zabudowanym). Brak kamizelki mógłby skutkować mandatem do 3000 zł. Ten pomysł ma mnóstwo wad, więc chciałbym komisji zaproponować lepsze, bardziej adekwatne do jej zadań rozwiązanie. Jeśli chcemy faktycznie poprawić bezpieczeństwo pieszych, wystarczy zadbać o to, żeby nie chodzili poboczem. Jak to osiągnąć? Wystarczy obok drogi wybudować chodnik. Porównajmy rozwiązania:

      

      obowiązek chodzenia z odblaskami

      obowiązek chodzenia chodnikiem

       

       Mała część pieszych przestrzega przepisu


      1.  Piesi nie muszą zdawać egzaminu ze znajomości Przepisów o Ruchu Drogowym, mogą nie znać przepisu.

       

      2.  Łatwo zapomnieć o wzięciu odblasku/kamizelki ze sobą.

       

      3.  Czasem trudno przewidzieć w jakich godzinach będziemy się poruszać.

       

      Praktycznie 100% pieszych przestrzega przepisu

       

      Zdecydowana większość pieszych porusza się po chodniku, jest to oczywisty wybór pieszego, nie trzeba go do tego zachęcać specjalnymi przepisami i mandatami.

       

      Bardzo mała poprawa bezpieczeństwa pieszych

       

      Większość pieszych nie będzie się do przepisu stosować, więc ich bezpieczeństwo się pogorszy (!) ponieważ:

      1. Część kierowców może zachowywać się agresywnie – wyprzedzać w zbyt małej odległości lub trąbić

      2. Część kierowców może się nie spodziewać tego, że inny uczestnik ruchu drogowego nie będzie stosował się do przepisu, więc będą mniej przygotowani na obecność pieszego bez odblasków.

       

      Choć widoczność oznakowanego pieszego się poprawi, to wciąż będzie znajdował się na jezdni, wciąż grozi mu niebezpieczeństwo, np. gdy kierowca zostanie oślepiony światłami samochodu lub gdy będzie jechał zbyt szybko i nie zdąży wyhamować (zwłaszcza na zakrętach lub wzniesieniach)

       

      Bardzo duża poprawa bezpieczeństwa pieszych

       

      (pieszy jest poza jezdnią)

       

      Policja dostanie dodatkowe zadania do wykonania.

      Ma mniej czasu na egzekwowanie innych, bardziej wpływających na bezpieczeństwo, przepisów

       

       

      Policja ma mniej zadań do wykonania.

      Jest mniej wypadków z pieszymi na poboczu, policja ma więcej czasu na egzekwowanie innych, bardziej wpływających na bezpieczeństwo, przepisów

       

       

      Zniechęcamy do chodzenia pieszo.

      Chodzenie pieszo jawi się jako coś niebezpiecznego, wymagającego specjalnego ubrania. Zmniejsza się liczba dzieci chodzących pieszo do szkoły (zwłaszcza zimą), więcej rodziców odwozi dzieci do szkół, zwiększa się otyłość wśród dzieci

       

      Zachęcamy do chodzenia pieszo

      Chodnik jest bezpieczniejszy niż pobocze, więcej dzieci chodzi do szkoły pieszo, zmniejsza się otyłość wśród dzieci.

      

      

      Rachunek zysków i strat jest prosty, zatem droga komisjo, wysoki sejmie,

       

      Nie róbmy polityki, budujmy chodniki!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Nie róbmy polityki, budujmy chodniki!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      polskipieszy
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 czerwca 2013 01:26
  • piątek, 28 grudnia 2012
    • Zielone? Jakie zielone! Bezpieczeństwo pieszych po polsku

      Jakiś czas temu pisałem, że w polskich kampaniach społecznych dotyczących bezpieczeństwa ruchu drogowego dzieci traktujemy jak dorosłych, a dorosłych jak dzieci. Po obejrzeniu opisanego spotu można było wysnuć wniosek, że ruch drogowy jest żywiołem nie do opanowania przez władze i specjalistów od bezpieczeństwa ruchu drogowego, zatem to przede wszystkim piesi - mali, duzi, niedowidzący, niepełnosprawni - muszą ZAWSZE UWAŻAĆ.

      Myślałem jednak wtedy, że to tylko nieprzemyślany, niefortunnie skonstruowany filmik. Dziś okazało się, że to rzeczywistość. W dodatku z zupełnie zaskakującą mnie kontynuacją.

      Oto krótka historia: dziewczynka wracała do domu, dotarła do przejścia dla pieszych, na którym zaczęło migać zielone, więc wbiegła na pasy. Niestety po 2,5 metra została potrącona - kierująca skręcała na zielonej strzałce. "kobieta nie wezwała policji ani pogotowia, tylko wsadziła gimnazjalistkę do swojego auta i zawiozła do prywatnej przychodni. Dopiero stamtąd pojechały do szpitala i powiadomiły o wypadku mamę Patrycji, a następnie policję. Na szczęście dziewczynce - oprócz ogólnych potłuczeń - nic poważnego się nie stało."

      Można byłoby powiedzieć - historia z happy endem.

      Nic z tych rzeczy, czytamy dalej, że "Policja powołała biegłego, który wydał opinię, że zachowanie 14-latki "pozostawało w rażącej sprzeczności z zasadami bezpieczeństwa drogowego. Nieprawidłowość jej zachowania polegała na niezachowaniu szczególnej ostrożności przed wkroczeniem na jezdnię". Uznał, że kierująca fiatem nie miała możliwości wyhamowania, bo dziewczynka jej wyskoczyła przed maskę. Kwestią tego, że nie wezwała służb ratunkowych i odjechała z miejsca zdarzenia, nikt się nie zajął.

      Kilka dni przed Bożym Narodzeniem mama 14-letniej Patrycji dostała pismo z sądu, w którym przeczytała, że w wydziale rodzinnym i nieletnich Sądu Rejonowego w Gliwicach wszczęto postępowanie dotyczące jej córki. "Z materiałów nadesłanych przez Komendę Miejską Policji wynika, iż istnieje uzasadnione przypuszczenie, iż nieletnia wykazuje przejawy demoralizacji" - napisali sędziowie. "

      Na początku stycznia w szkole Patrycji pojawi się jednak kurator, który zrobi wywiad środowiskowy na jej temat. O jej "prowadzenie się" będzie też wypytywał sąsiadów oraz znajomych z podwórka. Potem wyda opinię, od której będzie zależał dalszy los 14-latki. W najgorszym wypadku może nawet trafić do ośrodka wychowawczego. 

      Policja:  W tej sytuacji, kiedy nastolatka została określona jako sprawca wypadku, nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy skierować wniosek do sądu do spraw nieletnich. Określenie "demoralizacja" może jest niefortunne, ale musimy trzymać się przepisów - wyjaśnia nadkomisarz Marek Słomski, rzecznik komendy miejskiej w Gliwicach."

      Skoro mamy trzymać się przepisów, oto odpowiedni fragment rozporządzenia o sygnałach i znakach (wytłuszczenia moje):

      § 98. 2. Sygnały świetlne dla pieszych nadawane przez sygnalizator S-5 oznaczają:
      1) sygnał zielony - zezwolenie na wejście na przejście dla pieszych, przy czym sygnał zielony migający oznacza, że za chwilę zapali się sygnał czerwony i pieszy jest obowiązany jak najszybciej opuścić przejście,

      Jak widać migające zielone światło dla pieszych to wciąż jest zielone światło dla pieszych. Dodam, że nawet z zachętą do przebiegania - w końcu dodano "jak najszybciej". Podsumowując - dziewczynka nie złamała przepisów.

      Za to przepis dotyczący kierowców jest taki:

      § 96. 1. Nadawany przez sygnalizator S-2 sygnał czerwony wraz z sygnałem w kształcie zielonej strzałki oznacza, że dozwolone jest skręcanie w kierunku wskazanym strzałką w najbliższą jezdnię na skrzyżowaniu, z zastrzeżeniem ust. 3.

      3. Skręcanie lub zawracanie, o których mowa w ust. 1 i 2, jest dozwolone pod warunkiem, że kierujący zatrzyma się przed sygnalizatorem i nie spowoduje utrudnienia ruchu innym jego uczestnikom.

      Kierująca nie zatrzymała się i - mówiąc bardzo delikatnie - spowodowała utrudnienie ruchu pieszej. Zwlekała z wezwaniem policji. Podsumowując: złamała przepisy.

      Mimo jasnej sytuacji i wystarczająco jasnych przepisów, mamy dwukrotnie pokrzywdzone dziecko - raz przez kierowcę, a drugi raz przez system, który nie tylko uznał ją winną, ale stosuje dodatkowe szykany wysyłając kuratora na wywiad środowiskowy.

      Widać też jakie szkody mentalne uczynił policji, biegłemu i sądowi przepis o zakazie wchodzenia bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd. Najwyższa pora usunąć ten relikt z Prawa o Ruchu Drogowym i przeszkolić ludzi. Bez tego trudno wyobrazić sobie poprawę bezpieczeństwa pieszych na naszych drogach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zielone? Jakie zielone! Bezpieczeństwo pieszych po polsku”
      Tagi:
      Autor(ka):
      polskipieszy
      Czas publikacji:
      piątek, 28 grudnia 2012 12:06
  • wtorek, 29 maja 2012
    • Gdy pieszy chce przejść przez jezdnię...

      W Warszawie, w 2011 roku zginęło w wypadkach 56 pieszych. 51 spośród nich (ponad 90%) zginęło z winy kierowców na wyznaczonym przejściu dla pieszych!

      Dlaczego  kierowcy nie wiedzą jak zachować się wobec pieszych? Oto krótkie wyjaśnienie:

      D-6 Przejście dla pieszych

      Mamy w Polsce trzy dokumenty, które opisują jak powinien zachować się kierowca przy przejściu dla pieszych:

      1. Konwencja Wiedeńska
      2. Rozporządzenie o znakach i sygnałach drogowych.
      3. Prawo o Ruchu Drogowym. 

      Dokumentem o najwyższej randze jest ratyfikowana przez Polskę Konwencja Wiedeńska. Niestety jest to też dokument najmniej znany. Oto interesująca nas część zapisu:

       "(…)drivers shall approach the crossing only at a speed low enough not to endanger pedestrians using, or about to use, it; if necessary, they shall stop to allow such pedestrians to cross."

      Oficjalne tłumaczenie zachowuje sens oryginału:

      "(…) kierujący powinni zbliżać się do tego przejścia tylko z odpowiednio zmniejszoną szybkością, aby nie narażać na niebezpieczeństwo pieszych, którzy znajdują się na przejściu lub wchodzą na nie; w razie potrzeby powinni zatrzymać się w celu przepuszczenia pieszych."

      Zapis w podobnym duchu znajdziemy w Rozporządzeniu o znakach i sygnałach drogowych:

      "§ 47. 1. Znak D-6 “przejście dla pieszych” oznacza miejsce przeznaczone do przechodzenia pieszych w poprzek drogi. (...)

      4. Kierujący pojazdem zbliżający się do miejsca oznaczonego znakiem D-6, D-6a albo D-6b jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych lub rowerzystów znajdujących się w tych miejscach lub na nie wchodzących lub wjeżdżających."

      Niestety, w najbardziej znanym kierowcom dokumencie - Prawie o Ruchu Drogowym (PoRD) możemy przeczytać dwa zapisy, które mają istotnie inne brzmienie niż powyższe i wprowadzają chaos, zarówno w procesie nauczania kierowców, jak i później, w ruchu drogowym:

      "Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu "

      oraz

      "pieszym zabrania się  wchodzenia na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych"

      Ta niekonsekwencja w przepisach, co roku kosztuje Polskę setkami zabitych pieszych i ogromnymi kosztami materialnymi i społecznymi.

      Zobaczmy dlaczego konsekwencje tej niekonsekwencji są takie poważne:

      Wg Konwencji Wiedeńskiej (i w krajach Europy Zachodniej) kierowca zbliżający się do przejścia dla pieszych, zachowuje szczególną ostrożność, czyli jedzie z prędkością umożliwiającą mu dokładne obserwowanie pobocza lub chodnika. Jeśli widoczność jest zła, tym bardziej zwalnia. Widząc pieszego zbliżającego się do przejścia lub znajdującego się na pasach zatrzymuje się lub zwalnia tak, aby pieszy mógł spokojnie przejść.

      W polskich realiach, w których przepisy interpretowane są tak, jak kierowcom wygodnie, kierowca najczęściej ignoruje pieszych. Dopóki pieszy nie stanie stopą na pasach, nikt się nie zatrzyma. Wynika to właśnie z takiej powszechnej interpretacji zdania "ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującego się na przejściu" czyli TYLKO tam.

      Co więcej, gdy pieszy próbuje mimo wszystko wejść na jezdnię, kierowcy często nadinterpretują przepis dotyczący zachowania pieszych i uznają, że pieszy chce wejść "bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd", w związku z tym mamy całą gamę zachowań, od prób zastraszania trąbieniem, przez omijanie, aż do przyspieszania.

      Przepisy w PoRD powodują, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo pieszego w trakcie przejścia przez pasy spoczywa na osobie, która nie musi:

      1. zdawać egzaminu ze znajomości przepisów ruchu drogowego, żeby poruszać się po mieście.
      2. znać stanu ogumienia i układu hamulcowego pojazdu, który zbliża się do przejścia,
      3. umieć prawidłowo ocenić odległości od pojazdu ani prędkości z jaką jedzie.
      4. mieć dobrego wzroku, być dorosłym.

      czyli mówiąc krótko - właśnie na pieszym. Jest to absurdalne i niedopuszczalne - zauważmy, że wszystkie powyższe punkty powinny być za to spełnione przez kierowcę samochodu.

      Dlatego ten zapis w Prawie o Ruchu Drogowym należy zmienić tak, aby odpowiedzialność spoczywała na kierowcy i aby nie było żadnych wątpliwości co do tego, jak kierowcy powinni zachowywać się wobec pieszych przechodzących lub zamierzających przejść przez przejście dla pieszych. To rozwiązanie sprawdza się poza granicami naszego kraju, wprowadźmy je też u nas!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „Gdy pieszy chce przejść przez jezdnię...”
      Tagi:
      Autor(ka):
      polskipieszy
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 maja 2012 17:02
  • czwartek, 11 sierpnia 2011
    • Efekty uboczne grodzenia osiedli

      ogrodzenie Kształt miejskiej infrastruktury dla pieszych zależy nie tylko od władz miasta. Przyjrzyj się swojemu najbliższemu otoczeniu, temu co znajduje się tuż przy Twoim budynku. Czy widzisz mury i kraty? Jeśli tak, to wcale nie musi oznaczać, że jesteś w więzieniu, być może widzisz osiedle grodzone :-)

       

      Moda na grodzenie osiedli zaczęła się w Polsce ładne parę lat temu, w Warszawie trudno znaleźć w tej chwili dewelopera, który budowałby osiedla otwarte. Co gorsze, moda ta dotyka też stare domy i osiedla. Choć są zaprojektowane jako otwarte, ich mieszkańcy często decydują się na stawianie płotów. Skąd się wzięła ta moda i jakie są jej konsekwencje społeczne to temat na osobny artykuł, tu skupię się tylko na konsekwencjach dla ruchu pieszego.

      Postawienie płotu zawsze powoduje utrudnienia w poruszaniu się, bo tam gdzie jest płot, po prostu nie można przejść. Można powiedzieć, że to oczywista oczywistość, jednak warto zdać sobie sprawę, że stawianie płotów, aby utrudnić dostęp intruzom, utrudnia dostęp również mieszkańcom. Aby wyjść lub wejść, trzeba udać się do bramy lub furtki i tu często pojawiają się dwa problemy – zbyt mała ilość furtek lub ich złe rozmieszczenie. Co mam na myśli? Oto przykład:

      Na ul. Palestyńskiej 5 w Warszawie jest duży, ogrodzony budynek wielorodzinny:

      Choć projektant przewidział tu możliwość zrobienia zarówno furtki jak i wejścia do budynku od strony ul. Wysockiego, to jednak zarządca budynku nie skorzystał z tej możliwości – czynne jest tylko jedno wejście – od ul. Palestyńskiej. W efekcie mieszkańcy mają drogę pieszą na przystanek tramwajowy ponad dwa razy dłuższą (!) niż mogliby mieć przy prawidłowo rozwiązanym dojściu!

      To jednak nie koniec. Przy zamkniętych osiedlach wydłużenie tras pieszych jest tylko pierwszym problemem, drugim jest zamykanie furtek i bram. Rozwiązania bywają różne – najczęściej jest tylko jedno wejście z domofonem, czasem jest domofon przy wejściu „głównym” a dodatkowe wejścia są zamykane na klucz.  Zorientowani mieszkańcy na ogół nie mają tu problemów poza sytuacjami, gdy na przykład leje deszcz i nie jest przyjemnie otwierać mokre furtki lub gdy na trzaskającym mrozie próbują w rękawiczkach kolejny raz wstukać kod do domofonu. Gorzej mają goście – kurierzy, różni dostawcy czy znajomi, którzy są w danym miejscu po raz pierwszy. Najpierw muszą poszukać wejścia, nieraz zmyślnie ukrytego. Czasem mają do wyboru dwa wejścia. Gdy już odnajdą prawidłowe wejście, muszą zadzwonić. Tu też bywają problemy – muszą znać/pamiętać nasz numer mieszkania, wybrać prawidłowy domofon (widziałem kiedyś przed jednym wejściem do budynku dwa domofony i żadnych dodatkowych informacji) i wybrać numer. Ale to też czasem nie takie proste! Natknąłem się już na domofon z naklejoną karteczką „aby wybrać mieszkanie 8a, 8b […] należy wybrać numery 108, 208 itd.”. Jakiś czas później znów odwiedzałem to miejsce, karteczki już nie było. Domofon jednak wciąż ten sam.

      Problemy niestety nie kończą się na wejściu. Wyjście też może być najeżone pułapkami. Gdy wychodzimy z budynku na ogół po prostu otwieramy drzwi klamką. A co z furtką w ogrodzeniu? Otwieranie furtki klamką to rzadkość, najczęściej można spotkać się z oddalonym od furtki przyciskiem. Czasem jest dobrze widoczny, czasem jednak bywa ukryty lub nie po drodze.

      Czy taka infrastruktura zachęca do chodzenia pieszo? Zwłaszcza gdy porówna się ją z bramami dla samochodów otwieranymi elektrycznymi silniczkami sterowanymi pilotem? Podejrzewam, że nie ma osiedli, gdzie furtka dla pieszych otwierana jest na pilota, a kierowca musi wysiąść z samochodu, otworzyć kłódkę i pchać skrzydła bramy siłą własnych mięśni, ale może istnieją gdzieś w Polsce osiedla, gdzie infrastruktura zachęca do poruszania się pieszo? Jeśli masz jakiś ciekawy przykład, napisz! 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Efekty uboczne grodzenia osiedli”
      Tagi:
      Autor(ka):
      polskipieszy
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 sierpnia 2011 11:26
  • środa, 22 czerwca 2011
    • Komunikat kampanii Weekend bez Ofiar

      Odcinek o dyskryminacji pieszych za pomocą infrastruktury zostanie nadany w innym terminie. Przegrał czas antenowy z dyskryminacją niechronionych uczestników ruchu drogowego za pomocą Komunikatu kampanii Narodowy Eksperyment Bezpieczeństwa – Weekend bez Ofiar.

      Oto plakat, który akcja Weekend bez Ofiar przedstawiła na swojej stronie na facebooku: 

       

       

      Jak wy odbieracie ten plakat? Może ma jakąś dobrą stronę? W pierwszym odruchu myślałem, że to żart. Kiepski, ale żart. Niezależnie od intencji twórców ten żart – nieżart ma jednak pewne określone konsekwencje. To jest apel, który dotyczy TYLKO rowerzystów i pieszych. Czy oni na drogach stanowią zagrożenie? Ile jest ofiar pieszych i rowerzystów? Jeśli się nie mylę, w tym roku piesi i rowerzyści zabili 0 (słownie zero) osób na drogach. Hm. Aaa! Akcja nazywa się weekend bez ofiar! Wszystko jasne. Kierowcy, którzy stwarzają ryzyko zaistnienia wypadku drogowego mogą sobie po Polsce hulać. Co prawda pewnie sami się trochę powybijają, ale zawsze to statystyki się poprawią, bo przynajmniej nie zabiją tych pieszych i rowerzystów.

      To może trzeba wprowadzić więcej akcji tego typu? Na przykład weekend bez gwałtów. Co wy na to? Wszystkie kobiety, które stwarzają ryzyko gwałtu w następny weekend powinny pozostać w domach! Zwłaszcza młode, ładne i te, które piły alkohol. Albo lepiej, zaapelujmy, żeby zamknęły się w klatkach i spędziły samotny weekend, bo w domach też niestety gwałty się zdarzają. Rewelacja! W ogóle nie będzie gwałtów, władza będzie szczęśliwa, że poprawiła statystyki. A kobiety? A rowerzyści? A piesi? Czy na tym ma polegać poprawianie ich bezpieczeństwa? Mam nadzieję, że nie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Komunikat kampanii Weekend bez Ofiar”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      polskipieszy
      Czas publikacji:
      środa, 22 czerwca 2011 23:04
  • środa, 08 czerwca 2011
    • Dyskryminacja pieszych w Polsce

      Prawo dotyczące pieszych i jego egzekwowanie.

      Tak jak można przeczytać w poprzednim wpisie, w Polsce nie ma jasno ustalonej zasady pierwszeństwa. Owszem, kierowca zbliżający się do przejścia dla pieszych ma zachować szczególną ostrożność (tylko jak rozumieją to kierowcy?) i przepuścić pieszego znajdującego się na przejściu, ale z drugiej strony pieszemu nie wolno wejść bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd i nie ma też słowa na temat pieszych zbliżających się do przejścia. O ile takie prawo w Polsce 30-40 lat temu pewnie nie było tak bardzo uciążliwe dla pieszych, to w tej chwili w większości miast, gdyby nie uprzejmość niektórych kierowców, piesi mogliby całymi dniami czekać na przejście przez jezdnię. Efektem braku zmiany prawa jest, nowe, nieformalne prawo silniejszego czyli piesi wchodzą i ryzykują życie lub czekają, aż któryś kierowca się zatrzyma i przepuści, co czasem skutkuje takimi sytuacjami:

      Dziennikarze gazety wyborczej też niedawno zwrócili uwagę na ten problem i zrobili ciekawy eksperyment: próbowali przejść przez przejście dla pieszych bez sygnalizacji, w centrum Warszawy. Wynik? Średnio 12 kierowców przejeżdża zanim znajdzie się jeden, który przepuści pieszego (maksymalnie aż 31)

      Nigdy nie widziałem, żeby polska policja zatrzymała kierowcę samochodu, który wymusił pierwszeństwo na pieszym, choć wiele razy widziałem policjantów w sytuacjach, w których nie mogli tego nie zauważyć. Natomiast wielokrotnie widziałem policjantów zajmujących się tymi strasznymi pieszymi, którzy…

      No właśnie. Choć Prawo o Ruchu Drogowym w kontekście zachowań kierowców wobec pieszych nie jest jasne, to już bardzo jasne są zasady, a właściwie zakazy dotyczące pieszych, którzy jednak nie muszą, tak jak kierowcy, zdawać egzaminu, aby móc poruszać się po mieście.

      Polska jest jednym z niewielu krajów1, w których karze się pieszych za przechodzenie przez jezdnię na czerwonym świetle, nawet jeśli nic nie jedzie. Nie wolno też przechodzić przez jezdnię poza miejscami wyznaczonymi. M.in. jeśli do przejścia dla pieszych jest bliżej niż 100 metrów to trzeba z nich skorzystać, nie wolno przechodzić jeśli jest wydzielone z jezdni torowisko tramwajowe. Jeśli w pobliżu jest kładka lub przejście podziemne, to pieszy zobowiązany jest z nich skorzystać (ciekawe i symptomatyczne, że ustawodawca nie przewidział sytuacji, gdy istnieją obok siebie przejścia naziemne i podziemne)

      Za tego rodzaju przewinienia piesi płacą mandaty od 50 do 250zł i policja czasem nawet tworzy specjalne akcje – noszą one zresztą dość mylące nazwy np.: „Chrońmy pieszych”, „Niechronieni”. Po takich akcjach można byłoby się spodziewać ochrony ze strony Policji, czyli łapania kierowców nieprawidłowo przejeżdżających przejścia dla pieszych, parkujących na przejściu/tuż za przejściem dla pieszych, względnie akcji policyjnych pt. „Piszemy pisma do zarządcy drogi, bo ludzie chcą bezpiecznie przechodzić w tym i tym miejscu, a przejścia nie wyznaczyliście”.

      Niestety, polska policja zdaje się nie wychodzić poza perspektywę kierowcy radiowozu: oto dumnie umieszczony przez lubuską policję film

      w którym już w piątej sekundzie widać pieszego przechodzącego przez jezdnię w niedozw… No właśnie. Nie bardzo wiadomo dlaczego nie wolno tu przechodzić, czy ktoś wie? Pieszy przechodzi przy skrzyżowaniu - przez ulicę jednojezdniową. Policjant na filmie nie wyjaśnia w jaki sposób pieszy naruszył przepisy. Po obejrzeniu takiego materiału miałbym duży dylemat, aby określić jak przekaz płynie z niego? Co proponujecie? Może: "hej pieszy, uważaj na policję, bo podjedzie i powie, że tu nie wolno przechodzić przez jezdnię? 

      W dwudziestej sekundzie nagrania widać miejsce, w którym policja łapie pieszego, gdzie za znakiem zakazu parkowania, na chodniku, ukośnie, zostawiając mniej niż 1,5 metra wolnego chodnika, a w skrócie - łamiąc cztery przepisy, parkują dwa samochody. (Tu jest chyba właściwy moment, kiedy można przypomnieć nazwę akcji: „Chrońmy pieszych”). Czy mamy rozumieć, że nielegalnie zaparkowany samochód zastawiający chodnik wg policji nie stanowi problemu dla pieszych? Czy piesi nie mają prawa iść wygodnie i móc się swobodnie minąć z osobami idącymi z naprzeciwka? Czy osoby prowadzące wózki lub na wózkach nie mają prawa poruszania się po chodniku? Czy mają schodzić na jezdnię żeby ominąć stojące na chodniku auta, czy może w ogóle nie wychodzić z domu, bo za przejście po jezdni dostaną mandat?

      Nieprawidłowo parkujące auta jednak nie interesują pana policjanta, który tym razem dobrotliwie pouczył pieszego i wręczył mu kamizelkę odblaskową – kamizelkę, która w przyjaznej pieszym infrastrukturze nie powinna być w ogóle potrzebna…

       

      1 W podanym dalej linku znajduje się pełna wersja artykułu z BBC  Jaywalking is an offence in most urban areas in the United States - although enforcement varies between states - and Canada, and in places such as Singapore, Spain, Poland, Slovenia and Australia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Dyskryminacja pieszych w Polsce”
      Tagi:
      Autor(ka):
      polskipieszy
      Czas publikacji:
      środa, 08 czerwca 2011 01:18